fbpx

GARNIEROWIE. SZLACHTA Z FRANCUSKIMI KORZENIAMI - Z CYKLU "GÓRNY ŚLĄSK - ŚWIAT NAJMNIEJSZY"


GARNIEROWIE. SZLACHTA Z FRANCUSKIMI KORZENIAMI
Górny Śląsk - świat najmniejszy


W przemysłowej części regionu to nazwisko brzmi obco i tylko nieliczni kojarzą je z naszą historią i dziedzictwem kulturowym, z którego do dziś możemy czerpać. Gdzie? W Turawie i okolicznych miejscowościach, niegdyś będących własnością Garnierów (Piotr, protoplasta śląskiej linii, pochodził z Francji a pojawił się na początku XVIII wieku m.in. w Lublińcu). Ostatni zaś z rodu, Hubertus von Garnier, sprzedał część swojego majątku pod ogromny sztuczny zbiornik, zwany dziś Jeziorem Turawskim. O tym niezwykłym i zasłużonym rodzie opowie znawca dziejów śląskiej szlachty i arystokracji dr Arkadiusz Kuzio-Podrucki. Posłużymy się materiałami fotograficznymi i filmowymi.
Dziesięć lat temu prochy Hubertusa sprowadzono do kaplicy przedpogrzebowej w Kotorzu Wielkim w powiecie opolskim. Inicjatorką tego przedsięwzięcia była jego mieszkająca we Francji wnuczka Beatrix. Te zaskakujące koneksje rodzinne skłoniły nas do zaproszenia na scenę znakomitej sopranistki Joanny Kściuczyk-Jędrusik, która wraz z akompaniatorką Ewą Zug przygotowała dla nas specjalny „zestaw francuski”.

„Na Górnym Śląsku rodzina Garnier pojawiła się na pocz. XVIII w. w osobie Piotra, syna Jana Baptysty. Według Almanachów Gotajskich jego przodkowie wywodzili się z niewielkiej miejscowości Mont-Saxonnex w dzisiejszym departamencie Górna Sabaudia, tuż przy granicy francusko-szwajcarsko-włoskiej (...). Piotr Garnier na początku 1716 r. ożenił się z Marią Józefą de Chinni, córką wiedeńskiego bankiera. Pierworodny syn o imieniu Piotr urodził się wiosną roku następnego. Ostatni, o imieniu Ignacy, przyszedł na świat dwadzieścia lat później. W sumie Piotr i Maria mieli czternaścioro – jak podają Almanachy Gotajskie – dzieci. Wiele przyszło na świat w stołecznym Wiedniu. Inni urodzili się na Śląsku w Lublińcu. Niestety spora gromada pośród nich nie przeżyła swego dzieciństwa. W tamtych czasach nie była to jednak sytuacja wyjątkowa, zważywszy na ówczesne standardy w kwestii higieny. Dla tak dużej rodziny potrzebny był duży dom i majątek”.

(fragmenty książki Arkadiusza Kuzio-Podruckiego i Barbary Szmatloch pt. „Katowickie dziedzictwo”)